strona główna
 biografia
 muzycy
 recenzje
 galeria
 księga
 audio
 video
 kontakt
 sklep
 sklep

  liczba pozycji:
   4 szt.

  za kwotę:
   69.00 zł
 Twój koszyk
 Regulamin sklepu internetowego
 Jak kupować w naszym sklepie
RUAH
Z Tomkiem Kamińskim o jego nowej płycie rozmawia Hubert Kowalski
03/04/2006
Po dwóch latach ukazuje się twoja nowa płyta? Czy jest już nagrana? Kiedy będzie jej można posłuchać?
Nagrywanie, miksowanie i mastering mojego nowego albumu zatytułowanego "Anioły do mnie wysyłaj" - są już zakończone. Przez ponad dwa tygodnie po dziesięć godzin dziennie ciężko pracowaliśmy wraz z muzykami z mojego zespołu i zaproszonymi gośćmi, jak znakomity trębacz Andrzej Przybielski, twórca nowoczesnej muzyki - Tomasz Rożek oraz, a może przede wszystkim, nasz przyjaciel Wojciech Konikiewiczem, wielkiej klasy kompozytor i pianista jazzowy, który jest zarazem producentem płyty. Na szczęście otaczał nas całkowity spokój i piękne góry, bo pracowaliśmy w Wiśle, w Studio DR (DEOrecordings - przyp.red.), i może właśnie dlatego tak sprawnie wszystko poszło. Premiera płyty planowana jest na 26 marca. Nieprzypadkowo, bo tego właśnie dnia w kalendarzu liturgicznym Kościoła katolickiego obchodzone jest święto Zwiastowania Pańskiego. Mam nadzieję, że ten dzień będzie dla płyty "Anioły do mnie wysyłaj" szczęśliwym, a Ci, do których ona trafi znajdą w niej odrobinę nadziei, otuchy i Dobrej Nowiny.

Kto jest wydawcą?
Po dwuletniej współpracy z Sony Music, wydawcą mojej pierwszej płyty, zdecydowaliśmy się wraz z moim menedżerem, Wojtkiem Zagułą, że sami wyprodukujemy tę płytę. Będzie na pewno tańsza i, wbrew pozorom, dużo bardziej dostępna.

Czy płyta, podobnie jak poprzednia, jest w pełni autorska? Czy możesz coś więcej o niej powiedzieć... Dlaczego ma właśnie taki tytuł?
Wszystkie kompozycje i teksty są mojego autorstwa. Tytułowa piosenka "Anioły do mnie wysyłaj" powstała pod wpływem wspaniałych ludzi, których poznaję podczas koncertów. Nazywam je raczej "spotkaniami". Mam tu na myśli zarówno młodą publiczność, jak i organizatorów, a często także i osoby starsze. (Spotkania z tymi ostatnimi są zwykle bardzo wzruszające). Jest mi bardzo miło, że wszyscy oni chcą słuchać moich piosenek oraz tego, co mówię między nimi. To co mnie ostatnio spotyka, mam tu na myśli moje życie zawodowe, nie jest moją zasługą, ale Bożą łaską, być może odczytywaną z pomocą dobrych aniołów, których oby otaczało mnie jak najwięcej. A płyta nazywa się tak, ponieważ gdy Pan Bóg chce nam coś ważnego powiedzieć, przysyła anioła. Wyobrażam sobie, że nad każdym z nas krążą aniołowie, którzy czekają aż się otworzymy, by mogli nam powiedzieć, że Pan Bóg nas kocha, bez względu na to kim i gdzie w tej chwili jesteśmy.

Czy można mówić o jakimś szczególnym przesłaniu Twojej nowej płyty?
Nowa płyta, tak jak poprzednia, mówi o miłości, a szczególnie o konieczności odkrywania w sobie miłości do innych ludzi. Chcę także opowiedzieć młodym ludziom o moich przeżyciach religijnych i trochę w inny sposób niż księża w kościele opowiedzieć im o Dobrej Nowinie. Wielokrotnie przekonywałem się, że słowa osoby świeckiej trafiają do młodych, pod warunkiem, że są szczere i prawdziwe. Jeśli nawracanie zaczyna się od siebie, jeśli najpierw myśli się o odkrywaniu dobra w sobie, w tym co się robi, tym przekaz ten może stać się dla innych prawdziwszy i ważniejszy.

Wspomniałeś o zaproszonych gościach. Jaki wpływ ma ich obecność na brzmienie płyty? Czy są tu jakieś różnice w stosunku do płyty poprzedniej?
Zaproszeni do współpracy goście mieli wnieść do nagrania wiele twórczych sił. I to się w stu procentach potwierdziło. Największa w tym zasługa wspaniałego kompozytora, aranżera i muzyka jazzowego Wojciecha Konikiewicza. Według mnie, jest to obecnie jeden z najinteligentniejszych polskich muzyków i aranżerów. Ważne dla mnie było także to, iż nie jest on związany z żadnymi układami w tak zwanej branży producenckiej, czyli z ludźmi, którzy pracując z artystami wywierają na nich ogromną presję, kierując się często nie ich dobrem, lecz interesami swoich pracodawców, czyli wielkich wytwórni płytowych. Efektem tego są produkty fonograficzne, które nie są odzwierciedleniem pracy twórczej artystów, lecz ambicji i wpływu producentów. W naszym przypadku jest odwrotnie - to producent wydobył z artystów i kompozycji, to co jest w nich najwartościowsze, nie eksponując własnej osoby i swoich gustów muzycznych. Co do brzmienia płyty... Wielu ludzi będzie nim na pewno zaskoczonych. Niejeden ze zdziwieniem będzie sprawdzać, czy na pewno włożył do odtwarzacza płytę Tomka Kamińskiego, tak bardzo różni się ona od poprzedniej. Jest dużo bardziej nowoczesna, wiele na niej nowoczesnych brzmień klawiszy i syntezatorów, wiele nowinek sekcyjnych, charakterystycznych dla współczesnej muzyki pop. Niech się jednak nie boją ci, którzy lubią piosenki z "Małych miłości". Odnajdą tu piękny fortepian, solówki skrzypcowe, akordeon, gitary, harmonijkę ustną. Absolutnie nową jakością są niepowtarzalne brzmienia trąbki Andrzeja Przybielskiego oraz afrykańskie rytmy grane na oryginalnej dżembie z Zambii i kongach.

Po co artyście producent? Czy może po to, że to jest modne?
Producent był mi potrzebny, bo nie chciałem i po prostu nie potrafiłem zająć się wszystkim od początku do końca. Spojrzenie człowieka z zewnątrz, któremu w pełni ufam, okazało się twórcze i zaowocowało wieloma nowymi pomysłami. Poza tym zarówno ja, jak i moi muzycy, odebrali w czasie nagrań znakomitą lekcję pokory.

Jak zrozumiałem, utwory aranżował na "Aniołach.." Wojciech Konikiwiewicz?
Wszystkie piosenki wstępnie były zaaranżowane przeze mnie, ale w studiu Wojciech wniósł wiele twórczych zmian oraz zagrał kilka znakomitych partii instrumentalnych. A nad wszystkim czuwał, tchnący spokojem i panujący nad tysiącami tajemniczych gałek realnych i wirtualnych, Czarek Borowski, nasz realizator.

Poprzednią płytę nagrywałeś w Pro Studio Radia Olsztyn. Co spowodowało, że tym razem zdecydowałeś się na Studio DR?
Byłem bardzo zadowolony z pracy w Pro Studio w Olsztynie. Ale tym razem szukaliśmy czegoś nowego i, jeśli tak mogę powiedzieć,z najwyższej półki. Nie ukrywam, że znaczenie miało też położenie tego studia - wysoko w górach, na odludziu, co pozwoliło znakomicie skupić się tylko na pracy nad nową płytą. Tu rzeczywiście pracuje się szybciej. Dodatkowym atutem było to, iż właściciele studia oddali nam je do wyłącznej naszej dyspozycji przez cały czas nagrań.
W wywiadzie, którego udzieliłeś do 8. numeru RUaH mówiłeś, że jesteś zadowolony ze współpracy z Sony Music. Wyczuwam jednak, że ta współpraca przebiegła trochę inaczej niż zakładałeś...
Co do współpracy z nim, przede wszystkim zadecydowała cena płyt i kaset w SM. Często musiałem tłumaczyć się po koncertach, dlaczego moje płyty i kasety są tak drogie. Rozumiem politykę cenową dużych wydawców, z SM jestem z nimi nadal w dobrych stosunkach, tu nie było żadnego konfliktu, czy niezadowolenia, ale jednym z najważniejszych założeń przy wydawaniu nowej płyty było to, żeby była stosunkowo tania i żeby stać na nią było również młodych, niezamożnych ludzi. A takie założenia można było osiągnąć decydując się tylko na samodzielne wydanie materiału.

W zeszłym roku na festiwalu Song of Songs zagrałeś z orkiestrą kameralną. Czy przedsięwzięcie to było okazyjne?
Nie był to tylko epizod. Od czasu do czasu gramy koncerty z orkiestrą kameralną. To, moim zdaniem, uatrakcyjnia naszą ofertę koncertową. Wiem, że mój menedżer "dopina" kilka nowych koncertów z orkiestrą. Jeden z nich ma odbyć się w Wilnie. Na razie nie mamy konkretnych planów nagraniowych z takim składem, ale kto wie... Teraz skupiam się na promocji tej płyty. Niebawem zaczniemy grać koncerty, promujące nasze nowe "dziecko". Tymczasem serdecznie, anielsko, pozdrawiam wszystkich czytelników Magazynu RUaH.
 drukuj  poleć stronę  cofnij  do góry
 Małe miłości  Anioły do mnie wysyłaj  Jaśmin  Pieśni na Wielki Post
 Copyright TOMASZ KAMIŃSKI © 2010
Powered by em-studio.pl